67. Przeszłość Toma …

-Mów co się dzieje – Poprawiłaś się na krześle.
Dziewczynka wzięła głęboki oddech. 
-W szkole był dziwny człowiek, szukał Cię … – Urwała i bawiła się frędzelkiem w jej pelerynie. 
-Jak wyglądał? – Domyślałaś się kto to był. 
-Był wysoki, ubrany w ciemne szaty, widziałam tylko jego żółte oczy – Uniosła na Ciebie swój wzrok. 
-Nauczyciele zareagowali? – Odchrząknęłaś. 
-Widział go tylko profesor Riddle … - 
Kiwnęłaś głową i przytuliłaś ją. 
-Musisz uważać na niego i … Proszę nic mu o mnie nie mów … - 
-Kto to jest? – Zapytała. 
Zawahałaś się czy wyznać jej prawdę. 
-To … Mag który pomagał twojemu ojcu … - 
-Radzisz sobie z przedmiotami? – Zmieniłaś temat po dłuższej panującej chwili ciszy. 
-Tak … – Bąknęła i odwróciła się. 
-Idź – Odrzekłaś nawet na nią nie patrząc. Na brązowej powierzchni stołu rysowałaś wodne mozaiki. 
-Ale … – Spojrzała na Ciebie. 
-Przyszłaś z przyjaciółmi, idź do nich – Uśmiechnęłaś się. 
-Dziękuję – Rzuciłaś za nią. 
-Co teraz? – Zapytał blondyn który do te pory siedział cicho i przysłuchiwał się rozmowie. Wokół was wytworzyłaś barierę dźwiękoszczelną. 
-Draco … – Zaczęłaś. 
-Ja się muszę ukryć – Spojrzałaś w jego szare oczy. 
-Nie zostawię Cię -
-Martwię się o moich przyjaciół, o Ciebie, o rodziców – Pokręciłaś głową.
-Wymyślimy coś – Złapał twoją rękę. 
-Ta – Rzuciłaś nie bardzo wierząc w jego słowa. Wiedziałaś że z tym musisz sobie poradzić sama. 
-Obiecaj mi coś – Powiedziałaś.
-Tak? - 
-Nie będziesz podważał mojego słowa i moich działań - 
-Zgoda – Westchnął zrezygnowany. 
Wyjrzałaś przez okno, na ulicę zaczęły spadać pierwsze płatki śniegu. Wyszłaś na świeże powietrze i uniosłaś głowę do góry. Zimne płatki spadały na twoją twarz. 
Było chłodne południe poniedziałku. Ubrałaś ciepły sweter i wyjrzałaś przez okno. Śnieg właśnie przestał padać. 
Brnęłaś w zaśnieżonym lesie, będąc coraz bliżej wyznaczonego celu. Wkrótce dojrzałaś szczyty Hogwartu. 
-Cześć Voldek – Weszłaś do klasy chwilę po tym jak wybiegły z niej uczniowie. 
-Tylko jedna osoba mnie tak nazywa – Odwrócił się w twoją stronę z uśmiechem. 
-Masz rację – Zaśmiałaś się. 
Przeszłaś przez salę zastanawiając się jak zacząć rozmowę. Znów nie wiedziałaś jak obrać słowa. 
-Rozmawiałam z Agnes … – Spojrzałaś na Toma. 
-Powiedziała Ci o nim? – Uśmiech z jego twarzy znikł tak nagle że spowodowało to że postarzał się nagle w kilka sekund. Skinęłaś głową. 
-Wiesz kim on jest? – Usiadłaś w ławce. 
-No … – Bawił się przez moment swoją różdżką. 
-Znasz go? – Zmarszczyłaś brwi, jednak dało Ci to pewną nadzieję. 
-Wiesz … W przeszłości popełniłem wiele błędów … – Zaczął się jąkać przypominając sobie swoją przeszłość. 
-Tom – Powiedziałaś kategorycznie. 
-Spytałam tylko czy go znasz – Próbowałaś złapać z nim kontakt wzrokowy. 
-Tak – Bąknął. 
-Wiesz coś o nim? – Ożywiłaś się. 
-Myślę że nie powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach … Zwłaszcza że … – Wskazał na twój brzuch. 
-One są w niebezpieczeństwie, właśnie ze względu na niego, muszę wiedzieć o nim coś więcej, proszę - 
Tom usiadł koło Ciebie i spojrzał na Ciebie. 
-To bardzo silny mag, wiele lat temu, gdy stwarzałem pierwsze horkruksy … - 
-Spokojnie, mów – Zachęciłaś go. 
-On … On jest moim synem – Powiedział to tak cicho że ledwo usłyszałaś ostatni wyraz. 
-Co? – Wymsknęło Ci się. 
-W momencie gdy tworzyłem horkruks z diademu, poznałem pewną czarownicę, nosiła piękne imię, Eleonora … – Zamyślił się. 
-Miała kręcone ogniste włosy i błękitne oczy, mieliśmy wspólny cel … Być najpotężniejszym czarodziejem … - 
-Zaszła ze mną w ciążę, urodziła wkrótce potem syna, o żółtych jak żonkile oczach, które odziedziczył po swoich dziadkach z mojej strony. Jednak wydarzyło się coś … – Urwał na chwilę. 
-Eleonora zginęła a Hettar zaginął, szukałem go wszędzie, jednak ślad po nim zaginął – Westchnął. 
Impulsywnie przytuliłaś nauczyciela. 
-Odziedziczył po tobie upartość w dążeniu do celu – Uśmiechnęłaś się. 
-On o tym nie wie, prawda? – Zapytałaś. 
-Nie - 
-Dlaczego mu tego nie powiesz? - 
-Myślisz że chciałby poznać prawdę? – Zaśmiał się z dozą kpiny. 
-Myślę że powinieneś mu ją wyznać - 
-Oboje powinniście poznać prawdę – Odparłaś. 
-Daj mi czas – Poprosił. 
Skinęłaś głową. 
-Dam Ci znak – Powiedział po chwili. 
Zostawiłaś go ze swoimi przemyśleniami. Powoli zaczynałaś wszystko rozumieć. Tę informację postanowiłaś zachować dla siebie, oraz opracować plan w jaki sposób pogodzić ojca i syna. 
Siedziałaś właśnie z książką na parapecie, kiedy przyszedł Draco. 
-Moja mama by chciała się spotkać … – Przerwałaś czytanie i spojrzałaś na blondyna. 
-Twoja mama? Czy to nie ona miała mi za złe kiedy … – Zaczęłaś jednak szarooki Ci przerwał. 
-Tak, ale nie chciałaby się kłócić, zwłaszcza że jesteś w ciąży – Siedział na przeciwko i patrzył na Ciebie z nadzieją w oczach. 
-Kiedy? - 
-Jutro wieczorem przyjdzie – Uśmiechnął się szeroko. 
-Postaram się przygotować coś dobrego – Również się uśmiechnęłaś. 
Na wieczorne spotkanie przygotowałaś same pyszności, z małą pomocą Lethiena. 
-Dobra, uciekam – Rzucił będą już w drzwiach. 
-Jesteś pewien? – Zapytałaś, wyglądając z kuchni. 
-Moim miejsce jest las – Uśmiechnął się. 
Niedługo po tym przyszedł Draco i Narcyza. 
-Witam – Przypomniałaś sobie wakacje które spędziłaś u nich, jeszcze kiedy uczyłaś się w Hogwarcie. 
-Nie macie skrzatów? – Zapytała zszokowana. 
-Radzę sobie ze wszystkim, poza tym mam przyjaciół i Draco – Odrzekłaś z uśmiechem. 
-Chciałam wam dać prezent dla dzieci i przyprowadziłam jednego … – Zza jej pleców wychylił się skrzat. 
-Ddzień .. Dobry – Był bardzo nieśmiały. 
-Cześć, jestem [T.I.] – Ukucnęłaś i podałaś rękę skrzatowi. 
-Lulek – Wyciągnął chudą rękę. 
-Czyli od dzisiaj mieszkamy razem? – Zaśmiałaś się. 
-Jak Pani sobie życzy - 
-Tylko nie pani, mów mi po imieniu, albo inna – Odparłaś. 
Zaprowadziłaś wciąż zaskoczoną Panią Malfoy do salonu, sama zaś wraz ze skrzatem udałaś się do kuchni. 
-Chciałbyś coś? – Wyciągnęłaś z szafki ciastka. 
-Nie wolno mi – Spuścił głowę. 
-Daj spokój – Podałaś mu ciasteczko z kawałkami czekolady. 
-Wcinaj, później mi pomożesz – Puściłaś mu oczko. 
-Chyba będę musiała znosić te jej głupie wymysły – Rzuciła z pogardą w momencie kiedy weszłaś do salonu z tacą przygotowanych rzeczy. 
-Mamo .. – Odezwał się Draco. 
-Gdzie skrzat? – Zapytała. 
-Zapoznaje się z nowym miejscem – Odparłaś dobitnie. 
-Niech Pani posłucha – Zaczęłaś siadając koło Draco. 
-Ja się nie zmienię, jestem jaka jestem, i jak urodzę dzieci nie chcę by wychowywały się w nienawiści do innych i surowych, żelaznych zasadach – Wyrzuciłaś z siebie. 
Zapadła cisza, którą przerwał Lulek wpadając do salonu ze stosem dań. 
-Lulek – Przestraszyłaś się że coś może się stać, jednak ten z perfekcją postawił wszystkie rzeczy na stole. Skinął głową i już chciał wyjść ale złapałaś go za rękę i pociągnęłaś tak że usiadł koło Ciebie. 
-Posiedzimy razem, częstujcie się, sama robiłam – Uśmiechnęłaś się. 
Narcyza wpatrywała się w to wszystko z pewną dozą niewiarygodności jednak po chwili westchnęła zrezygnowana i skosztowała przekąskę. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.