68. Czego wciąż mi brak?

Gdy tylko Narcyza opuściła wasz dom zabrałaś się za sprzątanie. Musiałaś przyznać że miło spędziliście ten wieczór, cóż, Pani Malfoy nie miała wyjścia, musiała Cię zaakceptować. Gdy zmywałaś naczynia poczułaś jak Draco przytula Cię od tyłu.
-Możesz użyć czarów, nie musisz zmywać ręcznie – Pocałował Cię w szyję.
-Wiem – Zaśmiałaś się.
-Ale … – Odwróciłaś się w jego stronę z rękoma ociekającymi wodą.
-Wtedy nie mogłabym zrobić tego – Pochlapałaś go i zaczęłaś się śmiać.
-Tak chcesz się bawić? – Odkręcił kurek i zamoczył ręce.
Po chwili byliście mokrzy obydwoje.
-A właśnie, Lulek … – Odsunęłaś się od blondyna i podeszłaś do skrzata.
-Mam coś dla Ciebie – Puściłaś mu oko i zniknęłaś na chwilę z kuchni, wkrótce przyniosłaś robiony na drutach sweter, który idealnie pasował na skrzata.
-To dla Ciebie, jesteś wolny, a przy okazji będzie Ci ciepło – Uśmiechnęłaś się.
Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć ani co zrobić.
-Ja … – Zająknął się.
-Dziękuję – Przytulił się do Ciebie.
-Tylko … – Posmutniał nagle i spuścił głowę.
-Nie mam dokąd iść – Powiedział ściszonym głosem.
-Możesz tu zostać – Podsunęłaś rozwiązanie.
-I pomagać – Ożywił się.
-Jeśli tylko będziesz tego chciał – Odrzekłaś.
Miały kolejne dni, wciąż czekałaś na znak od Toma który w końcu zdecydowałby się porozmawiać z synem. W końcu postanowiłaś działać. Zbliżało się Boże Narodzenie, była to najodpowiedniejsza pora do wyznania prawdy.
Siedziałaś na tarasie i spoglądałaś na nocne niebo, Draco już dawno spał. Martwiłaś się, znów, i znów nie o siebie, lecz o innych. Westchnęłaś, gorąca para wyleciała z twoich ust i poszybowała ku górze. Ruszyłaś powoli przed siebie, już jutro był dwudziesty czwarty grudnia. Po dłuższej chwili błądzenia w lesie dotarłaś do odpowiedniego miejsca. Za dnia wpadały tu promienie słońca które oświetlały śnieg. Przygotowałaś stół i dwa krzesła które wyrosły z ziemi i przypominały poplątane gałęzie. Na środku stolika wzniósł się niewielki płomień który oświetlił to zajęte chłodem miejsce. Pozostało już tylko sprowadzić Toma i Hettara. Nastał ranek a z nim ptasi śpiew obudził las i otrząsnął Cię z zamyśleń. W tym momencie zjawił się Hettar. 
-Po co to wszystko? – Prychnął. 
Skrzyżowałaś ręce na piersi i wpatrywałaś się w niego. 
-Zaczekaj tu – Powiedziałaś po chwili. 
-I myślisz że się Ciebie posłucham? – Odrzekł z kpiną ale również pewną dozą ciekawości.
-A masz co innego do roboty? Niedługo wrócę … – Ruszyłaś przez śnieżne zaspy i wkrótce wspięłaś się na najwyższe drzewo. Mistik już leciała, złapałaś jej łapy i wspięłaś się na grzbiet. 
Ognista ostro zakręciła i leciała w stronę zamku. Wdychałaś ostre, mroźne powietrze zastanawiając się jak nakłonisz Toma do swojego planu. 
*Nie zastanawiaj się, po prostu działaj* Usłyszałaś jej głos w myślach. 
-Masz rację – Szepnęłaś. 
Spotkałaś Toma gdy akurat szedł korytarze. 
-Porywam Cię Voldziu – Złapałaś go pod ramię i pociągnęłaś na dwór. Mistik na was czekała. 
-Dokąd mnie zabierasz? - 
-Niespodzianka – Zaśmiałaś się. 
Wylądowaliście w okolicy przygotowanego stołu. Popchnęłaś delikatnie Toma w tamtym kierunku, całe szczęście mag nadal czekał. 
-Czy ty sobie kpisz, każąc mi czekać? … – Urwał gdy tylko zobaczył kto idzie wraz z Tobą. 
-Czas wyznać prawdę – Skrzyżowałaś ręce i spoglądałaś to na jednego to na drugiego. Po chwili jednak postanowiłaś zostawić ich samych. Jednak żeby mieć pewność że zostaną wokół nich rozpaliłaś żywy ogień.
-Zapominasz że mogę się teleportować? – Zawołał za tobą mag. 
-Nie dasz rady żonkilku! – Odkrzyknęłaś. 
Usiadłaś pod jedną z sosen i zapadłaś się w myślach. 
*Draco Cię szuka* Po kilku godzinach usłyszałaś myśl Mistik. 
Westchnęłaś i podniosłaś się z ziemi, dobrze wiedziałaś że nic Ci nie będzie. Na ziemi na której siedziałaś była zielona trawa. Stopiłaś się z korą olbrzymiego drzewa i spojrzałaś na ojca i syna. Siedzieli i rozmawiali, jednym pstryknięciem palca ogień zgasł i znikła bariera. Niezauważenie zaczęłaś wracać do domu. Zaczęło się już ściemniać, przy drzwiach czekał zniecierpliwiony Draco. 
-Nie martw się tak – Powiedziałaś podchodząc do blondyna. 
Zamiast odpowiedzi poczułaś jak otula Cię swoimi ramionami. 
Święta to był najpiękniejszy okres w całym roku, przynajmniej ty tak uważałaś. Ten magiczny nastrój udzielał się wszystkim. Twoi rodzice spędzili ten wieczór razem z tobą i szarookim. 
-Czym się tak martwisz, księżniczko? – Spojrzał na Ciebie gdy byliście już w sypialni. Westchnęłaś. 
-I to już, tak po prostu koniec? – Zapytałaś bardziej siebie niż jego. 
-O czym mówisz? – Zmarszczył brwi. 
-Koniec poszukiwań, niebezpiecznych wypraw? Mam tu tak po prostu siedzieć i co? Nie po to jestem inna by prowadzić życie które … - 
-Czyli chcesz mnie opuścić, czy zapominasz że jesteś w ciąży? – Przerwał Ci Draco. Zawrzało w tobie, jeden z tych niewielu rzeczy jakich nie lubiłaś to, to, że ktoś Ci czegoś zabraniał. 
-[T.I.] … – Przytulił Cię. 
-Nie – Wyrwałaś się i wyszłaś z pokoju, zarzucając na siebie po drodze bluzę wyszłaś z domu. Biegłaś przed siebie, przez zaśnieżone zaspy, twoje bose stopy przyzwyczajone już do różnych zmian temperatur nie odczuwały wielkiego zimna. Chciałaś uciec, wciąż czułaś się zagubiona, spragniona czegoś. Tylko czego? 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.