71. Burgundowa mapa.

Nagle do twoich rąk wpadło pióro.
-Teraz to ja już nic nie rozumiem – Odparłaś zamyślona. 
Wróżka przyglądała Ci się przez moment nie bardzo wiedząc jak się zachować. W końcu jednak westchnęła i odleciała odłożyć książkę. Twój wzrok powędrował na Arę, który wpatrywał się w Ciebie i machał ogonem chłodząc swoje nagrzane od słońca futro. Drżałaś delikatnie martwiąc się tym wszystkim coraz bardziej. Nagle przed tobą upadł jedwabny materiał. 
-To mapa sprzed pięciu tysięcy lat … – Przyglądała się z zainteresowaniem wróżka która rzuciła Ci to pod nogi. 
-Wtedy ostatni raz ptak prosił o pomoc … Może znajdziesz tu odpowiedź … – Uśmiechnęła się, pomimo to nerwowo obgryzała swoje małe paznokietki. 
-Dziękuję – Również się uśmiechnęłaś i wzięła płótno do rąk. 
-Wiele się zmieniło przez taki długi okres czasu … - 
-Na lądzie … Jednak nie w wodzie – Zaśmiała się niczym dzwoneczek. 
Zwinęłaś ostrożnie mapę i ukłoniłaś się w podzięce. 
-Ara-Ara Samun was wyprowadzi – Usłyszałaś w momencie kiedy podeszłaś do Lethiena. Pustynny lis wyprzedził Cię z niezwykłą lekkością w ruchu. 
-Rozwiązań niezwykłych, szukać musisz …. – Odezwał się kiedy szliście tunelem z którego spływała fosforyzująca zielona woda. 
-Jak zawsze – Zaśmiałaś się. 
-Nie wiadomo co to za zagrożenie? – Zapytałaś. 
-Ludzie zwykle są to … – W jego zwykle wesołej barwie głosu dało się słyszeć smutek. 
-Czego się spodziewałaś? – Szepnął elf. 
Ara wyprowadził was na krańcu pustyni, przed tobą płynął Nil. 
-Dziękuję – Odwróciła się się do stworzenia. 
Kiwnął pyszczkiem i odszedł w podskokach w nieznaną pustynię. 
-Powinniśmy skryć się w cieniu – Położyłaś rękę na swoim brzuchu, nagle zakrył was cień. Odwróciłaś się z uśmiechem i spojrzałaś na Mistk która właśnie nadleciała. 
-To zaskakujące … – Szepnęłaś do siebie, dokładnie przyglądając się burgundowej tkaninie na której rozrysowane były lądy błyszczące złotą nitką. 
-Dlaczego ktoś zadał sobie tyle trudu by wykonać taką mapę? – Zamyśliłaś się. 
-Nie dziw się to wróżki, one lubią takie … – Przerwał i spojrzał na Ciebie. 
-Spójrz, Amazonia jest zaznaczona połyskującą zieloną nitką, nieznacznie się różni od innych ale … - 
-Myślisz że to tam? – Uważnie przyglądał się mapce. 
Kiwnęłaś pewnie głową. 
Lecieliście nocą, w momencie gdy na niebie było najwięcej gwiazd. 
*Jak się czujesz?* Zapytałaś w myślach. 
*Na tyle dobrze żeby lecieć* Odpowiedziała Ci, to zdanie pomimo tego że brzmiało optymistycznie zmartwiło Cię. 
*Nie powinnam Cię przemęczać* Zmartwiłaś się. 
Zamiast odpowiedzi usłyszałaś jej głęboki pomruk, który zawsze znaczył abyś się nie obwiniała ani nie martwiła. 
Nad zielonym lasem deszczowym znaleźliście się w momencie gdy wstawało słońce. Jego złote promienie rozświetliły pogrążone w mroku zaułki dzikiej i nieznanej Amazonii. 
Stanęłaś na grząskim terenie w samym sercu dżungli. Tukan siedzący na pobliskiej gałęzi przyglądał Ci się bacznie i z zainteresowaniem. To powietrze miało inny smak, to tu poczułaś prawdziwy smak wolności. Poczułaś że twoim dzieciom również się tu podoba bo poruszyły się radośnie. 
-Tylko nic nie mówcie tatusiowi – Zaśmiałaś się, dobrze wiedziałaś jaką aferą by się to skończyło. 
Szłaś odważnie przed siebie, za tobą podążał Lethien któremu również bardzo się spodobało to miejsce. Dokładnie wpatrywałaś się w mapę, stawiając bacznie kroki, w pewnym momencie zatrzymałaś się i opuściłaś mapę by określić wasze położenie. Przed sobą ujrzałaś syczącego węża o delikatnych brązowych łuskach. 
-Cześć – Uśmiechnęłaś się od ucha do ucha. Boa oplótł się na twojej szyi i zajrzał przez drugie ramię na mapę. Nagle do twoich uszu dobiegł szelest ptasich skrzydeł, razem z wężem uniosłaś głowę do góry. Na niebie widocznym przez korony drzew leciały stada ptaków. Kierowały się one w przeciwną stronę niż wy. Boa również przeczuwając coś złego opadł delikatnie na ziemię i zniknął wśród bujnej zieleni. Odwróciłaś się do elfa, patrzeliście sobie przez moment w oczy, kiedy w końcu postanowiliście ruszyć. Dokładnie schowałaś tkaninę i przedzierałaś się przez zarośla. Wkrótce doszliście na kraniec skarpy, wtopiłaś się w olbrzymie drzewo i spojrzałaś w dół. 
W dole szło kilku ludzi i rozcinało rośliny rosnące wokół, śmiejąc się przy tym bestialsko. 
-Myślisz że jest gdzieś tu? – Zapytał jeden ubrany w czerwoną koszulę w kratkę. 
-Nie wiem, ale jeśli tu jest, nieźle na tym zarobimy – Zaśmiał się drugi w szarek koszulce. 
Trzeci z nich milczał. Spojrzałaś na elfa, który przeczuwając co chcesz zrobić kręcił błagalnie głową. Nie posłuchałaś go jednak. Złapałaś liany która delikatnie Cię opuściła na dół. Zielona woda sięgała Ci do kolan, szybko skryłaś się za jednym z drzew. Zaprowadzili Cię do swojego obozu. Siedziałaś na czubku jednego z drzew i zaplatając warkocze bacznie przyglądałaś się każdej wykonywanej przez nich czynności. Elf był w pobliżu, on bardziej myślał o tym że powinniście coś zjeść. Przyniósł Ci garść malutkich czarnych kuleczek. 
-Co to? – Zapytałaś nie odrywając wzroku od obozowiczów. 
-Super jagoda – Uśmiechnął się i skosztował kilku. 
Uśmiechnęłaś się do niego, musiałaś stwierdzić że wyjątkowo Ci smakowały. Wkrótce zapadła noc a wraz z nią zasłużony sen. Otuliły się liście i zapadłaś w głęboki sen. Tak, to właśnie za tym tak uporczywie tęskniłaś. 

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.