73. Mięsożerna roślina.

Twój wzrok powędrował najpierw w ciemną czeluść, a następnie na Lethiena siedzącego naprzeciwko. Z bojącym sercem poderwałaś się z ziemi, w tym momencie elf Cię zatrzymał i zgromił wzrokiem. 
-Bariera – Wyminęłaś go i roztoczyłaś wokół siebie bladoniebieską barierę. 
Stawiałaś powoli kroki na kamiennych stopniach, wkrótce dogonił Cię elf. Im głębiej szliście tym wokół was roztaczało się czerwone światło z głębi. 
-To nie jest dobry pomysł – Szepnęłaś do siebie, drżąc. 
-Też tak uważam – Usłyszałaś za sobą jego szept. 
W tym momencie huk się powtórzył, coraz bardziej przypominał wycie, które powodowało trzęsienie się głazów. 
Niedługo stanęłaś na rozgrzanych głazach podzielonych przez roztaczającą się zewsząd lawę. Gorąco było wręcz nie do zniesienia. Osłoniłaś się przed wybuchem który trysnął przed tobą. Gdy odsłoniłaś oczy dojrzałaś, świecącego złotem ptaka który szamotał się w objęciach wysokiej rośliny mięsożernej. Liście oplotły go tak żeby nie mógł uciec. Zawahałaś się tylko przez moment, podeszłaś do krawędzi i przeskoczyłaś na kolejny bujający się głaz. To była ryzykowna gra, w dodatku miałaś wrażenie że dzieli was naprawdę duży odcinek. Poczułaś jak robi Ci się słabo, upadłaś na kolana. W tym momencie rozległ się ryk. Odwróciłaś nieznacznie głowę i dojrzałaś ognistego lwa, który skakał pomiędzy odstępami lawy. Wkrótce stał przed tobą i trącił Cię swoim nosem. Spojrzałaś na niego, ustawił się tak byś mogła wsiąść na jego grzbiet. Pokonaliście dzielący was dystans w parę susów. Lew zaryczał groźnie co spowodowało że roślina poluzowała swoje łodygi. 
-Puść go – Dobyłaś smoczy sztylet. 
Z paszczy rośliny wydobył się przerażający skrzek który rozniósł się po skałach. 
-Skoro tak – Obeszłaś powoli roślinę, która choć nie miała oczu, kręciła za tobą swoją paszczą. 
Byłaś sama, lęk odłożyłaś gdzieś głęboko w siebie, by nie dekoncentrował Cię. Jednym ruchem rozcięłaś łodygę. Jednak w tym momencie na jej miejsce wyrosła nowa. 
-Świetnie – Powiedziałaś do siebie i przygryzłaś wargę myśląc co dalej. Spojrzałaś na ptaka, który nadal wiercił się w kleszczach morderczej rośliny. 
Musiałaś zbliżyć się do paszczy i to ją odciąć, domyśliłaś się tego. Tylko że to wcale nie był takie proste. Była zjadła i machała nią na wszystkie strony. Musiałaś czymś odwrócić jej uwagę. Postanowiłaś użyć swojej mocy. Spojrzałaś kątem oka na lawę, która przybrała kształt rośliny. Paszcza skierowała się w tamtą stronę kompletnie zapominając o tobie. Nie czekałaś dłużej, rozcięłaś gruby pęd, który upadł i uwolnił ptaka. Wyrwany z objęć wzbił się w górę i zajaśniał złotym blaskiem. Spojrzałaś na diamentowe ostrze, które teraz pokryte było zieloną mazią. Zrobiło Ci się przez to niedobrze, z trudem powstrzymałaś odruch wymiotny. Spojrzałaś na elfa który nadal stał przed wejściem. Nie mógł się do Ciebie dostać. Lew podszedł do ciebie i sprawdził czy wszystko z tobą dobrze. Pomógł Ci się podnieść i wspiąć na jego grzbiet. Gdy wychodziliście z jaskini na twojej ręce siedział ptak o złotych piórach. Przyjrzałaś się mu, miał granatowe mądre oczy i zakrzywiony srebrny dziób. Przypominał skrzyżowanie orła i feniksa. Gdy znaleźliście się na powierzchni, ptak przekrzywił lekko swój dziób i spojrzał na Ciebie. Po chwili wręczył jedno ze swych drogocennych piór. Przyjęłaś je z lekkim uśmiechem. 
-Gdzie byłaś? – Usłyszałaś kiedy tylko weszłaś do swojego domu, ukradkiem spojrzałaś na kalendarz, twoja wyprawa przedłużyła się o tydzień. Teraz będzie afera. Weszłaś do salonu w którym siedział blondyn, w ręce trzymał kieliszek jednak jeszcze nie wziął go do ust. Podniósł się na twój widok, jednak ty nic nie mówiąc podeszłaś tylko i wpiłaś się w jego usta. Nawet nie zdawałaś sobie sprawy jak za nim tęskniłaś. Głęboko w sobie żałowałaś że nie da się pogodzić tych dwóch rzeczy które tak kochasz. Jego i podróży. 
Odsunęłaś się dopiero po chwili patrząc mu w oczy i licząc że nie będzie już tak zły. Nie myliłaś się jego oczy złagodniały. Uśmiechnął się delikatnie i pomachał Ci przed nosem złotym piórem. 
-Co to? – Uśmiechnął się zadziornie. 
-Podzięka – Nie zamierzałaś kłamać, liczyłaś tylko że nie będzie zbytnio krzyczał. 
-Za co? – Drążył. 
-Za uratowanie z objęć morderczej rośliny? – Zniżyłaś nieco głos i uśmiechnęłaś się tak delikatnie że prawie niezauważalnie. 
Miałaś wrażenie że jego oczy się powiększyły. 
-Wyruszyłaś na kolejną misję, a mnie wysłałaś na męski wypad? – Domyślił się. 
-Brawo – Zaśmiałaś się. 
-Blaise wiedział o tym?  - 
Nie odpowiedziałaś tylko się uśmiechnęłaś. 
-Nie wiedział dokąd wyruszam ani po co, poprosiłam go tylko o drobną przysługę – Zaczęłaś bawić jego kosmykiem platynowych włosów. 
-Ja przy tobie zwariuję – Uniósł do góry ręce. 
-A ja myślałam że już to zrobiłeś – Roześmiałaś się. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.