74. Rodzina?

Minęło kilka dni odkąd wróciłaś do domu. Siedziała przy biurku i przyglądałaś się piórowi. W świetle promieni słonecznych mogłaś dojrzeć drobinki złota. 

-Niezwykłe – Zamyśliłaś się i spojrzałaś na pusty kałamarz. Machnęłaś nad nim ręką i ścisnęłaś pięść z której wylała się woda. Ostrożnie zamoczyłaś końcówkę niezwykłego pióra i zakreśliłaś pierwszą literę na papierze. Kaligraficznym pismem pojawiła się ociekająca złotem litera. Podniosłaś pióro zszokowana. 

-Muszę uważać by nie wpadł w niepowołane ręce – Wyjęłaś swoją różdżkę i wyczarowałaś szkatułkę która zmieściła pióro. Zamknęłaś niewielki wihajster i włożyłaś ją do jednej z szuflad w twoim biurku. 

Podniosłaś się z zamiarem wyjścia na świeże powietrze. Jednak twoją uwagę przykuła kartka leżąca pod łóżkiem. Schyliłaś się by ją podnieść. Widniał na niej czyjś adres. Przyjrzałaś się, było to pismo Draco. Schowałaś kartkę w kieszeń swetra i wyszłaś, postanawiając że temat poruszysz jak ten wróci do domu. 

Nie musiałaś długo czekać, od ostatniej podróży wyciszyłaś się i nie nosiło Cię aż tak. Dobrze wiedziałaś że tylko do czasu. Kiedy tylko blondyn wszedł do domu od razu przywitałaś go buziakiem w policzek. 

-Wolałbym tu – Wskazał na swoje usta. 

-Najpierw mi to wyjaśnisz – Wyjęłaś karteczkę i zaśmiałaś się. Od razu rozpoznałaś że coś jest nie tak. 

-Co? Zwykły adres, nie wiem o co Ci chodzi – Wzruszył ramionami i poszedł do kuchni. 

-Gadaj se … Co to jest? – Drążyłaś, pewna że to coś ważnego. 

-Co na obiad? – Starał się zmienić temat. 

-Odpowiedź w sprawie tajemniczego adresu – Podeszłaś do niego i skrzyżowałaś ręce na piersi. 

-A jak moje szkraby? – Schylił się i przyłożył ucho do twojego brzucha. 

-Chcą się dowiedzieć co to za adres – Drążyłaś sprawę. 

-Oj daj spokój, wiesz jak zabawnie wyglądasz kiedy jesteś taka … Uparta – Zaśmiał się i przyciągnął Cię składając na twoich ustach gorący pocałunek. 

-Nie zmieniaj tematu – Również się uśmiechnęłaś. 

-To naprawdę nic takiego – Spojrzał Ci w oczy. 

-Nie okłamuj kobiety w ciąży - 

Zwiesił głowę. 

-Ten adres to … Dowiedziałem się że … – Nie umiał Ci przekazać tej informacji. 

-To adres brata twojego ojca – Powiedział cicho. Ręce Ci opadły. 

-Nie bardzo rozumiem – Była to prawda pogubiłaś się w tym wszystkim, jakie miało to znaczenie? 

-Ktoś od kilku dni kręcił się pod naszym domem, podejrzałem kto to i poszedłem któregoś ranka za nim … - 

-Głupi, mogło coś Ci się stać – Klepnęłaś go w ramię. 

-A gdzie … To zwykli mugole … – Machnął ręką jednak po chwili spojrzał na Ciebie. 

-Chodzi jednak o to że oni mogą być groźni w stosunku do Ciebie – Złapał Cię za ramiona i pomasował. 

-Oni? – Zmarszczyłaś brwi. 

-Ojciec, matka, brat, kuzynostwo …- Zwiesił głowę. 

-Czekaj … O czym ty mówisz? – Złapałaś się za głowę. 

-Oni już wiedzą że Elandiel nie żyje … - 

-Skąd ty to wszystko wiesz? – Spojrzałaś na niego przestraszona. 

-Razem z Blaise’m śledziliśmy ich … – Odrzekł cicho. 

-Mieliście zamiar mi to powiedzieć? – Zapytałaś z wyrzutem. 

Nie odpowiadał. 

-Mogłam zostać w tej Amazonii – Wyszłaś z kuchni mijając Lulka i pozostawiając skołowanego chłopaka. 

Usiadłaś na łóżku i po chwili zatopiłaś się we własnych łzach. Czy to się kiedykolwiek skończy? 

-[T.I.] – Szarooki wszedł do pokoju i otoczył Cię ramieniem.

-Ja nie pozwolę Cię skrzywdzić – Pocałował Cię w czoło. 

-I ich … – Dodał całując twój brzuch. 

-Co o nich wiesz? – Otarłaś łzy skrawkiem rękawa i spojrzałaś na niego. 

-Wystarczająco dużo by wiedzieć że są niebezpieczni – Odpowiedział zgodnie z prawdą. Wiedziałaś to. Oboje wiedzieliście kiedy mówcie sobie prawdę a kiedy kłamiecie. 

-Co teraz? - 

Wziął głęboki oddech. 

-Konfrontacja – Otworzyłaś szerzej oczy olśniona. 

-Co? – Zmarszczył brwi. 

-Skoro chcą się spotkać, to się spotkamy – Podniosłaś się z łóżka i podeszłaś do okna. 

-Tak, zwariowałam, już dawno – Zaśmiałaś się i odwróciłaś głowę spoglądając na blondyna który miał otwarte usta. 

-Przydałoby się tylko jakoś fajnie to zorganizować – Uśmiechnęłaś się tajemniczo. 

-Co chcesz zrobić? – Spojrzał na Ciebie uważnie. 

-Odstraszyć od siebie – Pocałowałaś go w czoło i wyszłaś z pokoju. 

Swoje działanie postanowiłaś zacząć od dnia następnego. Dzisiaj skupiłaś się opracowaniu szczegółów tego misternego planu. 

-Nie dowiem się, prawda? – Spojrzał na Ciebie znad miski z jedzeniem. 

-Jeszcze nie – Zapatrzyłaś się w okno. 

Następnego dnia, deszcz obijał się głucho o szyby domu. Spojrzałaś na krople deszczu goniące się na szybie. Jeszcze spał. Wstałaś cicho i wyjęłaś złote pióro. Starannie napisałaś dokąd się wybierasz i położyłaś kartkę przy łóżku. 

Na skraju lasu czekał na Ciebie Lethien. Uśmiechnęłaś się do niego. 

-Wiedziałeś – Pogroziłaś mu palcem i uśmiechnęłaś się po chwili. Podniósł w obronie ręce i zwiesił głowę. 

-Więc teraz mi pomożesz – Złapałaś go za nadgarstek i pociągnęłaś za sobą w głąb lasu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.