75. Pomoc zwierząt

-Co chcesz zrobić? – Szedł za tobą, zaśmiałaś się na to pytanie. 

-Lethien, ja nie zapomniałam że umiesz czytać w myślach … – Odwróciłaś nieznacznie głowę w jego stronę. 

-Dobra, tu mnie masz – Zaśmiał. 

-Ale twoje myśli są tak rozbiegane że sam się w nich gubię – Przyznał. 

-Co ty! Ty też? – Zaśmiałaś się i wkrótce zatrzymałaś na piasku pokrytym delikatnym szronem. Podeszłaś do Mistik i przytuliłaś się do jej pyska. 

-Witaj kochana - 

*Chcesz ich odstraszyć?* Zapytała Cię w myślach, zaśmiałaś się lekko. 

-Racja, myślisz że to dobry pomysł? - 

*Będziesz potrzebować pomocy* Spojrzała na Ciebie bystrym wzrokiem. 

-Nie mylisz się – W tym momencie odwróciłaś się do elfa. 

-Jak myślisz jakie stworzenia będą … Najlepsze do tej roli? - 

Wzruszył ramionami. 

-Ty sama przecież wiesz – Odparł, westchnęłaś i zwiesiłaś głowę.

-Dasz radę lecieć? – Skierowałaś pytanie do smoczycy. W odpowiedzi usłyszałaś jej donośny ryk. Wskoczyłaś zręcznie na jej grzbiet i wkrótce ognista wzbiła się w powietrze. Szybując nad taflą morską zamyśliłaś się jakie zwierzęta będą najodpowiedniejsze.

-Bazyliszek – Elf zrównał lot z Mistik i położył się w locie.

-Wystarczy jedno spojrzenie by ich zamurowało – Zaśmiałaś się.

-Po co to się w życiu męczyć z nieodpowiednimi ludźmi? – Wzruszył ramionami. Wzięłaś głęboki oddech. 

-Sama nie wiem – Zawahałaś się. 

*Lethien ma rację* Usłyszałaś myśli ognistej. 

-Lećmy zatem do Hogwartu – Podjęłaś decyzję, smoczyca zakręciła i zniżyła lot. 

Wkrótce stanęłaś przed ogromnym zamczyskiem. Ruszyłaś powoli mając nadzieję że po drodze spotkasz Toma. Nie myliłaś się, przechadzał się po dziedzińcu.

-Voldziu – Pomachałaś do niego i od razu podeszłaś. Wyglądał inaczej … Zdawał się być bardziej zmęczony.

-Stało się coś? – Zmartwiłaś się. 

-Mój syn mnie martwi – Zwiesił głowę. 

Przez ten czas niemal zupełnie o tym zapomniałaś. 

-Dlaczego? – Rozejrzałaś się i poszukałaś wzrokiem jakiegoś miejsca w którym moglibyście sobie przycupnąć. Jednak po chwili objęłaś nauczyciela i popchnęłaś go delikatnie do wnętrza. Tam usiedliście na jednej z ław. 

-Chyba są lekcje, mów – Spojrzałaś na niego uważnie i lekko przekrzywiłaś głowę. Wiedziałaś że nie chciał tego mówić, jednak po chwili niepewnie zaczął. 

-On … On za wszelką cenę chce być taki jak ja kiedyś … - 

-Skąd mu się to wzięło? – Nie kryłaś zdziwienia. 

-Chęć zdobycia władzy każdemu przysłoni oczy - 

-Nie każdemu – Zamyśliłaś się. 

-Musisz uważać, nie udało mi się go odwieźć od jego … Chęci zdobycia twoich dzieci – Spojrzał na Ciebie. 

Położyłaś ręce na brzuchu. Dzieci poruszyły się niespokojnie. 

-Będę jeszcze z nim rozmawiać … Skoro udało mi się przekonać Ciebie to i jego też – Spróbowałaś się uśmiechnąć. 

-Próbuj, ale uważaj, też będę się starał to czynić … - 

-Ale nie jestem tu w tej sprawie, nie tylko on mi zagraża – Zwiesiłaś głowę.

-Rodzina mojego ojca – Szepnęłaś cicho. 

Tom przytulił Cię nic nie mówiąc. 

-Ale nie martw się – Zaśmiałaś się smutno, wyczuwając jego zmartwienie. 

-Potrzebuję pomocy małych zwierzaków – Powiedziałaś gdy ten się odsunął i spojrzał na Ciebie uważnie. 

-Nagini, Bazyliszka i Puszka - 

-Małych? – Powtórzył, po chwili jednak oboje wybuchliście śmiechem. 

-Myślę że grupkę mugoli skutecznie powinno to odstraszyć – Przyłożyłaś palec do brody udając zamyślenie. 

-Myślę że odstraszenie to mało powiedziane – Na jego twarzy pojawił się uśmiech. 

-Oby – Uśmiechnęłaś się. 

-To ja lecę do moich zwierzaczków – Podniosłaś się i ze śmiechem ruszyłaś w stronę lochów. 

-Bazyliszku? Nagini? – Rozejrzałaś się po komnacie. Jak zwykle przyprawiała o gęsią skórkę. Nagle przed tobą wyrósł bazyliszek. 

-Jesteś – Uśmiechnęłaś się przyłożyłaś rękę do śliskiej skóry. Po chwili obok Ciebie pojawił się również wąż Voldemorta. 

-Będę potrzebowała waszej pomocy – Spojrzałaś im w oczy. 

-Ale nie martwcie się, to nie będzie trudne zadanie, tak myślę – W tej chwili popadłaś w zamyślenie. Czy to naprawdę wystarczy? Skoro on był Elandielem być może oni są przyzwyczajeni do takich rzeczy? W tej chwili cała pewność że to dobry pomysł odeszła gdzieś. 

*Będziesz miała wsparcie* Usłyszałaś myśli Mistik które tak radosne odgoniły twoje obawy. 

*Wsparcie?* 

*Pewnego smoka* 

*Chyba wiem którego* Uśmiechnęłaś się. 

-Czekajcie na mnie pod domem Draco, traficie nie? – Na oczy Bazyliszka założyłaś barierę która pozwalała mu widzieć jednak nie czyniła innym krzywdy. 

-Kierujcie się lasem – Poinstruowałaś ich i obije ruszyli, wyszłaś chwilę po nich. Skierowałaś się na trzecie piętro, nie będąc jednak zupełnie pewną czy znajdziesz tam trójgłowego psa. 

-Bidulku a ty wciąż tu – Posmutniałaś na widok przywiązanego psa. Odpięłaś jego obroże i wyswobodziłaś zwierzaka. 

-Pójdziesz ze mną? – Puszek pomerdał ogonem. 

Do domu wróciłaś na grzbiecie trójgłowego psa. 

-Ty mnie nigdy nie przestaniesz zadziwiać – Draco niepewnie podszedł do Puszka. 

-Nie bój się go, traktuj go jak zwykłego psa – Zaśmiałaś się. 

-Zwykłego psa, tak? – Spojrzał na niego kątem oka, ten jednak wykorzystał okazję i polizał go od stóp do głów każdym z pysków z osobna. 

-Jak zwykłego psa – Powtórzyłaś ze śmiechem. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.